PSZCZELE CUDA

Dzięki zaproszeniu Pana Jacka i Pani Emilii do Pasieki BARĆ  w Kamiannej miałam przyjemność poznania zalet jakie płyną nie tylko ze spożywania miodów, ale też innych produktów wytwarzanych przez pszczoły. O większości z nich nie miałam nawet pojęcia. Nie koniecznie od razu trzeba sięgać po tabletkę, czasami warto zainteresować się naturalnymi, zdrowymi produktami, wykorzystywanymi jeszcze przez nasze babcie. Zachęcam do zbadania przez was tematu, albo wizycie w Pasiece Barć, a może odnajdziecie coś bardzo ważnego dla zdrowia i wyglądu.

Ale od początku. Kamianna to malutka wieś  położona niedaleko Nowego Sącza, w otoczeniu lasów, śpiewu ptaków, brzęczenia pszczół i czystej przyrody. Znajduje się tutaj prawdziwe zagłębie miodu. Można tu nie tylko zaczerpnąć wiedzy o pszczołach i miodach, ale też odpocząć w ciszy, a w zimie przyjechać na narty. Centrum tej niewielkiej wsi to maleńki drewniany kościółek i centrum dowodzenia Pasieki BARĆ, produkcja pasieczna, skansen uli i muzeum i oczywiście sklepik z cudami pszczelimi. Na parkingu przywitał nas sympatyczny kundelek Pimpuś, który zaprowadził nas na miejsce spotkania. Nasze zajęcia poprowadził Pan Jacek (właściciel), który posiadł już chyba całą wiedzę tajemną o pszczołach, opowiadać potrafi o swoich małych skarbach niesamowicie, jakby malował przed nami obraz. Najpierw krótkie opowiadanie o rodzinie pszczelej i królowej, która jak się okazuje monogamii nie uznaje. Każda z pszczół na określone miejsce w rodzinie pszczelej. Piękny, otwierany ul pokazuje warunki panujące w domku pszczelim bez zagrożenia bliższego spotkania ze zdenerwowanymi pszczołami, obawiającymi się intruzów. Później opowiadanie o produktach pszczelich. Na tym polu właściciele mają już bardzo duże sukcesy, m.in. za swoją pracę otrzymywali już nagrody w kraju i za granicą, ale też działalność dydaktyczna praktycznego pszczelarstwa, również zajęcia specjalistyczne dla studentów.
Miody są różne, mniszkowe, lipowe, akacjowe, wrzosowe, gryczane, spadziowe… degustujemy, pyszne. Mnie najbardziej przypadł do gustu ostry w smaku miód gryczany i wrzosowy, ale też łagodny, pięknie pachnący lipowy, będzie cudowny w zimowe wieczory do herbatki.  Czas na kolejny rarytas. Miody pitne, półtoraki, dwójniaki, trójniaki. Kultura spożywania tego trunku w Polsce sięga średniowiecza . Legenda głosi, że dopóki w Polsce pito miód dobrze się działo w kraju.  Bardzo słodki i mocny trunek, ma jednak wielu amatorów. W pasiece wytwarzane są również wspaniałe świece woskowe, które nie są dla nas trujące, a ich działanie odpręża i uspakaja. Produktów było wiele, jednak zaciekawił mnie pyłek kwiatowy, który ma tak niesamowite zalety dla naszego organizmu jak odtruwające, antyalergiczne, odżywcze, poprawiający wzrok i stan naszej skóry.

Na koniec jeszcze ognisko ze wspaniałymi współtowarzyszkami i pożegnanie.
Zaopatrzona w miody, świeczki, miodkowe słodycze i kosmetyki wróciłam do domu. Do pasieki na pewno jeszcze wrócę, nie tylko po nowy zapas miodu, ale też na spotkanie z przemiłymi właścicielami.

W sklepiku pasiecznym odkryłam miodowy zestaw do pielęgnacji twarzy i ciała, o którym więcej w następnym poście.

Continue Reading

OD MORZA DO GÓR

Wyjazd rozpoczynamy o godzinie 4.00. Jako pierwszy mamy w planach Zamek w Malborku. Ten gotycki zamek został wzniesiony przez Krzyżaków ( org. nazwa Orden Brüder vom Deutschen Haus Sankt Mariens in Jerusalem), a w latach 1274 – 1457 był jedną z największych twierdz średniowiecznej Europy. W latach 1309 – 1457 był siedzibą mistrzów Zakonu Krzyżackiego i stolicą Państwa Malborskiego. Po II wojnie światowej utworzono tu Muzeum Zamkowe. W 1997 roku zamek został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.  Sam zamek robi wrażenie swoim okazałym gabarytem, składa się z podzamcza, przedzamcza, zamku średniego i zamku wysokiego. Nigdy nie został zdobyty zbrojnie, jedynym możliwym sposobem zdobycia go było przetrzymanie ludności zamku bez dostawy żywności. Jak to jednak z takimi mocarstwami bywa stali się niewypłacalni i musieli opuścić zamek. Polska strona wykupiła go od dłużników za ogromną wówczas kwotę 190 tysięcy złotych węgierskich. Krzyżacy cenili sobie bardzo wygodę. Świadczą o tym podłogowe centralne ogrzewanie, luksusowe uczty czy choćby nawet sala toalet umiejscowiona nad fosą. W ostatnich latach powstało wiele nowoczesnych wystaw, odremontowano kaplicę, która została praktycznie doszczętnie zniszczona podczas II wojny światowej. Ostatnim punktem wycieczki jest 66 metrowa wieża skąd zobaczyć można zamek z wysokości dachów oraz rozległy widok na Żuławy. Warto jednak dopłacić 9 zł za tak wspaniałe widoki. Cena biletu normalnego, w ramach której mamy zagwarantowanego przewodnika to 39,50 zł. Często organizowane są też nocne zwiedzania zamku – musi być pięknie.

Jedziemy dalej w kierunku Gdańska. Pogoda sprzyja. Przytulny i niedrogi hotel udało się nam znaleźć samym centrum miasta. Przechodzimy tylko tunelem i jesteśmy pod Muzeum Bursztynu. Wieczorne wyjście na spacer po starówce Gdańska fantastyczne.  Po dwugodzinnym spacerze żurek i lokalne piwo smakuje bezbłędnie.

Drugiego dnia wybraliśmy się do Sopotu. Pięknie zadbane otoczenie mola i skweru kuracyjnego. Po zapłaceniu biletu – 7,50 zł ( normalny) można do woli spacerować, wypoczywać i w końcu cieszyć się słońcem. Stężenie jodu w miejscach najbardziej wysuniętych w morze jest dwukrotnie większe niż na ladzie, dlatego też wykorzystujemy ławeczki dopiero na końcu mola wpatrując się w przystań jachtową. Cale molo mierzy 511,5 metra i wchodzi 458 metrów w głąb zatoki. Jako ciekawostka – pierwszy pomost w Sopocie powstał w 1827 roku i mierzył 31,50 metra. Chwila na plaży i oczywiście obowiązkowa kąpiel w morzu. Woda jest jeszcze bardzo zima. Będąc nad morzem koniecznie trzeba wstąpić do smażalni ryb. No cóż … Obiadem tego nazwać się nie dało. Flądry przypominały skwarek naciągnięty na szkielet, mięsa brak. Głodni i zniesmaczeniu musimy się zadowolić drożdżówkami na dworu kolejowym. W tym miejscu porażka, więcej tu na pewno nie wrócimy.

W Gdyni nie mamy wiele czasu. Po drobnym zawirowaniu informacyjnym zwiedzamy Muzeum Marynarki Wojennej ( 10,00 zł – bilet normalny) i polski niszczyciel z 1937roku ORP Błyskawica (12,00 zł – bilet normalny), dodatkowa płatna jest usługa przewodnicka to 60,00 zł.

Wracamy do Gdańska. Chwila na odpoczynek i zaczynamy właściwy cel podróży. Noc muzeów w Gdańsku. Jako pierwszy zwiedzamy Ratusz i przepiękną Salą Czerwoną. Zaproponowano ciekawa formę zapoznania się z pięknym sufitem – leżąco na karimacie.  Kolejny jest dwór Artusa. Przywitał nas legionista rzymski. Podziwiamy piękne obrazy i płaskorzeźby. Udało się nam wejść też do domu Uphagena położonego przy ulicy Długiej 12, to jedyna w Polsce kamienica mieszczańska z XVIII wieku udostępniona dla zwiedzających. Prezentacja odzieży mieszczańskiej zadziwiała, a sposób ich czyszczenia jeszcze bardziej  (wietrzenie na mrozie J ). Kamienica jak większość powierzchni Gdańska została zniszczona, jednak udało się go pięknie odrestaurować. Ceny gruntów w centrum miasta w XVII czy XVIII wieku były wysokie pewnie jak dzisiaj, jednak wielkość wnętrz w porównaniu do dzisiejszych standardów nie zadziwiają. Bardzo szkoda, że w dalszym ciągu nie udało mi się odwiedzić Muzeum Bursztynu, ale miejmy nadzieje do trzech razy sztuka.

Niedziela rano, wyjeżdżamy w drogę powrotną. Odwiedzamy jeszcze Toruń. Piękne miasto średniowieczne centrum miasta zostało wpisane w 1997 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO.  Biegniemy pod Krzywą Wierzę, zgodnie z przesłaniem przylegając tyłem ciała do wierzy nie ma możliwości stać bez czyjejś pomocy, sprawdzone. Spacer po starówce, zdjęcie pod Kopernikiem, zakup pierniczków, które już nie smakują jak te z mojego dzieciństwa i niestety musimy udać się w drogę powrotną. Już na miejscu snułam plany żeby koniecznie przyjechać tu na weekend i poszwędać się wieczorem po mieście.

W czwartek po pracy postanowiliśmy wybrać się na relaks w basenach termalnych w Termie Baniaw Białce Tatrzańskiej. Widok gór i relaksujące bąbelki, czego można chcieć więcej. Polecam wyjazdy dniach roboczych. Cisza, spokój na strefie relaksu, czego brakuje mi w weekendy. Duże nawarstwienie ludzi i rozwrzeszczanych dzieciaków nie sprzyja wypoczynkowi.

Continue Reading

BAWARIA W PIGUŁCE

Bawaria kojarzy się z dobrymi samochodami, piwem, Bayern Monachium i Alpy. Z Polski do Monachium najprościej dostać się samolotem lub  własnym samochodem, pamiętać jednak trzeba o plakietce ekologicznej  Umweltzone, po mieście można swobodnie poruszać się metrem. Przejazd z Krakowa do Monachium nie powinien zająć więcej jak 9 godzin. Nocleg zaplanowaliśmy w pobliskim Böbing w małym, ale dość komfortowym pensjonacie.

Atrakcje rozpoczęliśmy od wjazdu koleją na Zugspitze. Niesamowite widoki rozpościerały się zaraz po starcie kolejki, a potem było już tylko lepiej. Niesamowity ogrom Alp podziwiać można też z tarasów widokowych. Warto zabrać ze sobą nieprzewiewną kurtkę i czapkę. Ciepła kawa i ciacho w otoczeniu tak pięknych widoków na pewno pozostanie w waszej pamięci na dłużej. Zjazd w dół, a tu przepiękna panorama z Garmisch Partenkirchen w oddali.

Czas ruszać dalej. W mieście zwiedzanie najlepiej zacząć od Rynku z pięknym ratuszem. Szczególne atrakcje odbywają się tutaj po wygranym meczu Bayernu. Można się wspiąć na wierzę Kościoła Świętego Marka. Po pokonaniu 297 schodów zobaczymy panoramę całego miasta, a przy bardzo dobrej widoczności może uda się zobaczyć Alpy.

Czas na posiłek na ulicy Platz 9. Hofbräuhaus to jeden z najstarszych i najsłynniejszych browarów w Niemczech, swoją działalność warzelniczą rozpoczął w 1589 roku. Był to też ulubiony lokal Adolfa Hitlera. Piwo produkowane jest na miejscu i podawane w kilku wariantach. Wieczorami podawane jest tylko w monstrualnych kuflach, a biesiadnikom przygrywa orkiestra bawarska. W Hofbräuhaus serwowane są specjały kuchni bawarskiej. Zajadaliśmy się wspaniałą pieczoną golonką z pysznymi knedelkami, białe kiełbaski i oczywiście wielkie precle. Idąc za potrzebą, co jest naturalne po spożyciu piwa, w kibelku przygrywa nam tradycyjna muzyczka bawarska.

Drugi dzień rozpoczynamy od Audi Forum w Inglostadt. Najpierw mobilne muzeum. Mnóstwo samochodów i motocykli od początku historii motoryzacji do nowości. Część tych zabytków jeszcze często można spotkać na naszych drogach. W dość przyjemnej kawiarence można się nieco posilić, a w sklepiku obok kupić kilka pamiątek. W budynku naprzeciwko można zobaczyć i przymierzyć najświeższe samochody Audi jak też umówić się na jazdę próbną. Bardzo mili konsultanci pomogą nam wszystkim i udzielą profesjonalnej informacji.

Czas na trochę sportu. Allianz Arena to stosunkowo nowy obiekt, oddany do użytku w 2005 roku,  wybudowany za bagatela 340 mln euro. Najbardziej charakterystyczne są dach i fasada stadionu, wykonane z trzech tysięcy foliowych poduszek wypełnionych powietrzem, które mogą świecić w trzech kolorach. Możliwe również jest wejście na stadion. Zwiedzanie rozpoczyna się od środkowej części, potem dolnej prasowej, aż na końcu największej atrakcji jest oczywiście przebieralnia graczy i tunel na stadion piłkarski. W strefie kibica można zwiedzić interaktywną wystawę pokazującą historię si sukcesy klubu. W sklepiku klubowym oczywiście zaopatrzymy się w niezbędne gadżety z logo Bayernu. Wejście na stadion należy zaplanować wcześniej i zapoznać się ze strona internetową.

Ostatni dzień postanowiliśmy poświęcić w całości na BMW Welt. Podobnie jak w Audi zaczynamy od Muzeum BMW. Niezmienione logo przedstawiające krąg śmigła w kolorach bawarskich spaja lotnicze korzenie przedsiębiorstwa ze swoją alpejską lokalizacją. W muzeum same gratki dla fanów historii motoryzacji. Obok samochodów znajdziemy tutaj również motocykle, modele silników samolotowych i samochodowych i inne dziwne rzeczy. Wystawy zaprezentowane są w bardzo różnorodny sposób.  Oprócz BMW całe górne piętro zajmuje wystawa wiekowych i nowych Mini. Wracając do BMW Welt zachwycamy się oryginalną architekturą, szeroką ofertą aktualnych produktów BMW. Napotykamy na najnowsze modele samochodów, motocykli i skuterów. Możemy wsiąść, przymierzyć J, może coś wybrać, ale też odebrać swój nowy samochód.  Chwila przerwy na posiłek i drobne zakupy w sklepie z logowanymi gadżetami. Czas na Olympiaturm. Wieża wybudowana w 1968 roku na terenie Parku Olimpijskiego w Monachium. Mierzy 291 metrów. Na wysokości 190 metrów zlokalizowano punkt obserwacyjny, który odwiedziło już ponad 35 mln gości. Windą do punktu widokowego zajmuje 30 sekund. Widoki są rzeczywiście rewelacyjne, zobaczymy stąd zakłady BMW, Allianz Arenę, pozostałości po miasteczku olimpijskim i część starego miasta. Dopiero z takiej wysokości widać, że rzeczywiście nad miastem góruje Katedra Frauenkirche.  Punkt widokowy czynny jest do 23.00. Panorama miasta nocą jest jeszcze bardziej zadziwiająca niż świetle dziennym.  Na wysokości 182 metrów znajduje się obracająca restauracja, w ciągu 53 minut możemy obejrzeć pełną panoramę miasta. Można też przejść się po dachu stadionu olimpijskiego, my nie zdążyliśmy.
Jeszcze tylko po hotdogu i wracamy.  Wycieczka nie należy do najtańszych, ale jak to bywa w przypadku wyjazdów – warto.

 

Continue Reading