Lubię krótkie wypady w Pieniny. Teraz gdy skończyły się ferie jest cicho i spokojnie. Otoczenie przyrody zawsze działa na mnie uspokajająco, a spacery na świeżym powietrzu oczyszczają umysł. Z przyjemnością można pobyć też w gronie znajomych, rozpalić zimowe ognisko i zrobić kołową wersję kuligu. Zima kończy swoje panowanie. Niedługo usłyszeć będzie można śpiew ptaków i nowe zielone rośliny. To będzie czas na kolejny wypad.
KASPROWY WIERCH ZIMĄ
Tatry to takie magiczne miejsce gdzie zawsze wraca się z przyjemnością i nigdy się nie nudzą. Piękne są o każdej porze roku. W zasadzie nawet krótka trasa po górach działa lepiej na samopoczucie i psychikę niż najlepsza terapia. Korzystając z urlopu wybraliśmy się tym razem na Kasprowy Wierch. Po kilkugodzinnej drodze jesteśmy w końcu w Zakopanem. Zabieramy sprzęt i dla wygody podjeżdżamy busem na parking obok stacji kolejki. Kupujemy bilety i w końcu możemy rozkoszować się pięknym lasem iglastym we mgle. Dopiero powyżej 1 800 m.n.p.m. nieśmiało z za chmur wygląda słońce. Na szczycie jest wspaniale, świeci słońce i praktycznie nie ma wiatru. Ja wybrałam się na krótki spacer w kierunku Świnicy. Widoki są przepiękne, a dodatkowa pierzynka z mgieł (no i niestety smogu też) nad Zakopanem wygląda bajecznie.
Niedawno odremontowane bistro w budynku kolejki jest ładne. Ciepła herbata z sokiem malinowym i szarlotka, a do tego widoki z okna – czego można chcieć więcej.
Trasy narciarskie z Kasprowego wymagają już sporych umiejętności, dlatego tylko druga połówka wycieczki skorzystała z tej atrakcji. Stoki przygotowane są dobrze, jednak natknąć się można na wystające gałęzie lub skały, ale w końcu z gościny korzystamy w parku narodowym.
Na obiadokolację wybraliśmy się do Karczmy przy młynie, to już nasze drugie podejście. Tym razem przywitała nas miła obsługa, a jedzenie było naprawdę świeże i smaczne. Zamówiliśmy moskole, kociołek zupy gulaszowąej z dziczyzny i kiełbaski baranie.
Przydatne informacje:
parking od ronda po krokwie – 20 zł/dzień
przejazd busem pod kolejkę 3 zł w jedną stronę,
przejazd kolejką góra – dół to 69 zł normalny i 59 zł ulgowy
skypass 4 godz to 110 zł normalny i 89 zł ulgowy
SKAMIENIAŁE MIASTO
Mówi się, że najmniej zna się lokalne atrakcje i to chyba prawda. W ramach niedzielnej nudy wybraliśmy się do Rezerwatu Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach. Pierwszy odwiedzamy wodospad w otoczeniu głazów. Po krótkim spacerze w docieramy na miejsce, co prawda nie obyło się bez wywrotki na oblodzonej ścieżce, ale cóż taki urok zimowych spacerów. Niestety spóźniliśmy się, grupa pseudoalpinistów zdewastowała wszystkie bajkowe sople i drobne nawisy lodowe. Nieopodal drogi wiodącej w kierunku Słowacji korzystamy z przyjemnej zatoczki i od razu wchodzimy do rezerwatu. Kładką przechodzimy do punktu widokowego, a później pod trochę strasznie wyglądający zlepek głazów pod nazwą Czarownica, na pewno odgadniecie które to zdjęcia. Las z niesamowitymi masywami skalnymi postrzegany były od bardzo dawna jak miejsce nieprzychylne, tajemnicze, a nawet zamieszkałe przez złe moce i chyba nie chciałabym się tam znaleźć sama w nocy. W zimie krajobraz wygląda niesamowicie, szczególnie po dużej śnieżycy. Po kolei mijamy dziwne głazy przypominające warownię, orła, pieczarki, żółwia, borsuka, baranki czy piramidy i tak też nazywają się skałki. Kilkugodzinny spacer zapewni wszystkim dużo zabawy i dawki świeżego powietrza.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany rezerwatem to warto za kilka złotych odwiedzić Muzeum Przyrodnicze w Ciężkowicach ( czynne od poniedziałku do piątku, cena: dorośli 8,00 zł i 5,00 zł)
SPACEREM PO KRYNICY ZDRÓJ
Krynica Zdrój to niewielkie uzdrowiskowe miasteczko położone niedaleko Nowego Sącza. Oprócz stoków narciarskich, których jest tutaj kilka, można również spacerować lub uprawiać jogging. W ramach porannego niedzielnego spaceru wybrałam się właśnie do Krynicy. Trasę rozpoczęłam z parkingu kościelnego o godzinie 8 00. Jest cicho i spokojnie, chyba wszyscy pochowali się przed 10 stopniowym mrozem. Spacerując deptakiem podziwiać można piękne wille z XIX wieku, kolejno mijamy Stary Dom Zdrojowy z 1889r. z pijalnią wody Mieczysław, aby w końcu dojść do Nowego Domu Zdrojowego wybudowanego w 1939 roku, w ostatnich latach odrestaurowanego, obok którego zobaczyć można szklaną kopułę nad studnią z bijącym źródłem. Źródło „Zdrój Główny„ bijące z głębi ziemi, odkryto w 1793 roku. Właśnie tutaj powstała pierwsza w Polsce rozlewnia wód. Tajemnica rozwiązana, to stąd właśnie pochodzi znana woda mineralna Kryniczanka. Skręcamy na schodki za Domem Zdrojowym i znajdujemy się w Parku Zdrojowym. Droga nie jest dość stroma, ani zbyt długa, świetnie nadaje się do truchtania, pod warunkiem, że jest dobrze odśnieżona i nieoblodzona. W niedzielę było jedno i drugie 🙂 . Przemierzając park w ciszy często można natknąć się na sarny przy paśnikach lub ich pobliżu. Rano nie ma tu zbyt dużo osób, dlatego można chłonąć atmosferę spokoju i odgłosów ptaków. Po około 20 minutach (pod warunkiem, że nie robicie dużo zdjęć) dochodzimy na szczyt Góry Parkowej. Słońce oświetla okoliczne pagórki, jest pięknie. Bardzo lubię wpatrywać się w zaśnieżony krajobraz. Szkoda tylko, że jak wszędzie również tu wkroczyła komercja. Drogę powrotną można przebyć koło jeziorka, gdzie od wiosny do jesieni pływają kaczki, łabędzie, a w zimie w karmnikach posilają się sikorki, wróble, sroki i inne ptaki, które uciekają przy każdym ruchu w pobliżu. Schodząc do centrum miasta mijamy pomnik Nikifora i podejść pod muszlę koncertową. Na Górę Parkową można wjechać kolejką, ale wydaje mi się że jest to alternatywa dla osób mających problem z poruszaniem, a lubiących oglądać panoramę górską lub jako atrakcja dla dzieciaków. Na chwilę przerwy zapraszam do bardzo ciepłego i klimatycznego miejsca Pijalni czekolady u Jana Kiepury. Zamówiłam czekoladę z piernikiem. Umm … Pozostałą cześć trasy na parking przy stacji narciarskiej Słotwiny pokonuję pieszo, ale idzie się bardzo ciężko przez nieodśnieżone chodniki.











































































